O autorze
Macherka w www.macherki.com
Biznesmenka.
Aktywna matka dwójki wcześniaków.
Najczęściej widzi szklankę do połowy pełną.

Sezon na gryzonia?

Nie, nie o myszach, szczurach, ani chomikach chcę dzisiaj napisać. Ale o trzyletnim wcześniaku, który gryzie. Gryzie dzieci w przedszkolu, a ja nie mam już pojęcia, co z tym zrobić.

- Wiem, mamo. Nie można nikogo gryźć.
- To dlaczego ugryzłeś Ewę?
- Nie wiem. To był mój telefon.




Przerobiliśmy już "moizm" z rok starsza córką. Nie tak dawno, rok temu. W moim odczuciu u Kasi było to intensywniejsze, o każdą zabawkę w przedszkolu robiła piekło, tupała, darła się, histeryzowała, ale... nigdy nie uderzyła, nigdy nikogo nie ugryzła.
Artur w ciszy i spokoju po prostu używa broni - zębów.

Wcześniaki mają problem z emocjami. Mówiła nam to psycholog i pedagog. Są takie, które muszą dać fizycznie upust swojej energii, wszystko jedno jakiej negatywnej, czy pozytywnej, ale są i takie, które się wycofują, wszystko duszą w sobie i się blokują.

Artur nie należy do żadnej z tych grup. Jest nieodkrytą kartą. Potrafi być przez dwa tygodnie zachwycającym dzieckiem, aby potem przez kolejny tydzień sprawić, że panie w przedszkolu oddychają z ulgą, jak tylko się pojawiam.

Wiem, że chyba każdy rodzic przerabia problem gryzienia w żłobku czy przedszkolu z jednej lub z drugiej strony. My najpierw długo oglądaliśmy odbicia szczęk innych dzieci na ciele Artura. Czasami byliśmy naprawdę załamani, ale jakoś powtarzaliśmy sobie, że to taki etap, to minie. Tymczasem Artur nauczył się pewnie w tym czasie, że najlepszą obroną jest atak. Artur to dziecko, które jest trochę wycofane, nie zawsze bawi się z grupą, najbardziej lubi bawić się sam, z siostrą, albo z nami, ale w sytuacji 1 na 1. Mam wrażenie, że większa grupa go przytłacza, nie umie się w niej odnaleźć. Poza tym ma swoje humory i jest nieustępliwy.
Wydaje mi się, że opanował sobie w główce, że zęby sprawiają, że wszyscy dają mu spokój.

Niestety problem jest. Artur jest już w grupie przedszkolnej, dzieci jest więcej, pań mniej, a "wojny o telefony" toczą się nieustannie. I chociaż mój syn, jak przyznaje, wie, że nie można gryźć, gryzie.

Przedszkole zaproponowało nam rozwiązanie następujące - indywidualny nauczyciel.
Okazuje się, drodzy rodzice, że jest taka możliwość, że dla dzieci z różnego rodzaju problemami gmina zatrudnia i kieruje do placówki nauczyciela, który będzie indywidualnie pracował z dzieckiem, miał je pod stałą opieką i nie tylko gasił pożary, ale też stymulował. Warunkiem jest tylko, albo aż - tego jeszcze do końca nie wiemy, orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Zbieramy teraz wszystkie potrzebne zaświadczenia lekarskie i opinie, które mogą ułatwić nam uzyskanie takiego zaświadczenia, aby Artur otrzymał dodatkowe wsparcie w przedszkolu.

Rozsądek mówi nam, że to nie zaszkodzi, bo chociaż Artur cały czas uczestniczy w terapii SI, pedagogicznej i logopedycznej, to na tym etapie rozwoju każde dodatkowe wsparcie jest bardzo cenne. On właśnie teraz rozwija się w bardzo szybkim tempie, z tygodnia na tydzień opanowuje nowe umiejętności motoryczne i poznawcze.
Ale jakoś strasznie się to kłóci, oczywiście z naszymi uczuciami, ponieważ już przestaliśmy uważać Artura na dziecko niepełnosprawne. Zastanawialiśmy się nawet, czy jest sens przedłużać mu orzeczenie o niepełnosprawności, ale...

Lepiej niech się w tej sprawie wypowiadają fachowcy, bo naprawdę nie chcemy niczego zaniedbać, ale też z niczym przesadzić.

A Wasze dzieci gryzły lub gryzą? Macie jakieś rady?
Trwa ładowanie komentarzy...